Wydrukuj tę stronę
poniedziałek, 09 września 2019 16:42

Ruszył proces byłych policjantów. „My te sprawy załatwiamy inaczej”

 
Ruszył proces byłych policjantów. „My te sprawy załatwiamy inaczej” fot. Rafał Wichniewicz

Przed Sądem Rejonowym w Gnieźnie ruszyła dziś rozprawa w sprawie policjantów, którzy półtora roku temu wywieźli do lasu nieprzytomnego mężczyznę - jego ciało znaleziono dzień później w miejscu, gdzie go wcześniej pozostawiono.

Sprawa dotyczy zdarzenia maja 2018 roku, kiedy to na policji w Pobiedziskach zgłoszono zaginięcie 36-letniego Piotra M. Mężczyzna miał nie wrócić do domu, z którego wyszedł dzień wcześniej. W godzinach popołudniowych 10 maja odnaleziono jego zwłoki niedaleko Jeziora Dobre koło Pobiedzisk.

Już wkrótce ustalono, dzień wcześniej 9 maja do mężczyzny leżącego bez przytomności przy jednej z ulic w Pobiedziskach wezwano patrol policji. Funkcjonariusze - Karolina F. (pół roku w Policji) i Filip S. (trzy lata w Policji) - po przybyciu we wskazane miejsce tuż przed zakończeniem własnej służby, nie podjęli żadnych działań mających na celu ustalenie stanu zdrowia leżącej osoby czy też stanu nietrzeźwości, tylko umieścili Piotra M. w radiowozie i wywieźli do nieodległego lasu, pozostawiając go tam. Sytuacji tej nie odnotowali w notatniku służbowym. Biegły z Zakładu Medycyny Sądowej nie stwierdził, by śmierć pokrzywdzonego nastąpiła w wyniku bezpośredniego działania funkcjonariuszy. 

Co więcej, ustalono iż tego dnia Karolina F. i Filip S. nie wykonali także nakazu zatrzymania i doprowadzenia innej osoby do sądu, mimo iż ustalili miejsce jej pobytu. Za to, a w szczególności za postępowanie z Piotrem M. zostali dyscyplinarnie usunięci ze służby.

W lutym br. do Sądu Rejonowego w Gnieźnie trafił akt oskarżenia, w którym zarzucono im niedopełnienie obowiązków służbowych oraz nieumyślne narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W poniedziałek 9 września 2019 roku przed Sądem Rejonowym w Gnieźnie ruszył proces, któremu przewodniczył sędzia Paweł Longier. Po odczytaniu aktu oskarżenia, nastąpiło przesłuchanie.

Filip S. na pytanie sędziego stwierdził iż jedynie w części przyznaje się do zarzuconych mu czynów, dodając przy tym iż nie może składać wyjaśnień z uwagi na zły stan psychiczny w jakim się znajduje. Wówczas sędzia odczytał zeznania oskarżonego, składane podczas prowadzonego śledztwa - całość trwała ponad godzinę. Z ich treści wynikało iż 36-latek, będąc pod wpływem alkoholu, kazał się zawieźć w rejon Jeziora Dobre położonego na obrzeżach Pobiedzisk, gdyż - jak miał powiedzieć - nie chciał w takim stanie pokazywać się własnej matce. Filip S. zaprzeczył, by miał w ogóle uderzyć poszkodowanego. Stwierdził iż zawsze szanował służbę w policji: - Nie obawiałem się zostawić nietrzeźwego człowieka w lesie, nie bałem się iż może się uderzyć, przewrócić lub w inny sposób zrobić sobie krzywdę. Moim zdaniem, tak samo myślała Karolina F., pan M. nie był bardzo nietrzeźwy, tylko myślałem iż trochę sobie posiedzi w tym lesie i wróci do domu. Myślałem, że spacer dobrze mu zrobi, a matka nie pozna po nim, że pił tego dnia alkohol. Stan pana M. nie wymagał przewiezienia na izbę wytrzeźwień - odczytywano zeznania Filipa S., które ten później ponownie potwierdził. Oskarżony zwrócił się do rodziny pokrzywdzonej ze słowami przeprosin. 

Karolina F. sytuację widziała nieco inaczej i przekazała, że Filip S. miał powiedzieć, że "przez niego nie skończy służby". Stwierdziła iż chciała, by mężczyznę zawieziono do miejsca zamieszkania: - On odpowiedział, że "my te sprawy załatwiamy inaczej". Pojechaliśmy w stronę Kociałkowej Górki do lasku. Wjechaliśmy wgłąb lasu, jakieś 100 - 150 metrów. Filip wyszedł z radiowozu i do mnie powiedział, że nie mam wychodzić, ale wyszłam, by zobaczyć co on robi z tym panem. Widziałam, że on leżał na ziemi, a Filip zadał mu otwartą dłonią uderzenie w twarz - czytał zeznania byłej policjantki sędzia. Karolina F. stwierdziła wcześniej iż pierwsze uderzenie padło jeszcze przy interwencji na terenie Pobiedzisk. Kiedy sędzia Paweł Longier zapytał oskarżoną, dlaczego Filip S. uderzał Piotra M., ta odparła: - Nie mam pojęcia, dlaczego uderzał tego pana. Zabrakło mi odwagi, żeby temu zaprotestować. 

W toku odczytywania wyjaśnień wynikało iż po zgłoszeniu zaginięcia mężczyzny oskarżeni przestraszyli się tego, co mogło się stać po czym mieli ruszyć go szukać. W zeznaniach Karoliny F. pojawiły się informacje o próbie ustalenia wspólnych zeznań. 

W trakcie rozprawy obrońca oskarżonej przekazał iż zamierza się ona dobrowolnie poddać karze, jednak ani prokurator, ani adwokat rodziny zmarłego nie przystali na złożone propozycje. W przypadku przedstawiciela pokrzywdzonych padły zarzuty iż w sprawie jest zbyt wiele niejasności, zwłaszcza w kontekście zeznań obu stron. Obrońca oskarżonego złożył wniosek o zdjęcie środka zapobiegawczego w postaci poręczenia majątkowego oraz dozoru policyjnego. Sprawa została odroczona do grudnia br.

- Nie ma szans na żadne przeprosiny. Syna mi to nie wróci - przyznała matka Piotra M. Siostra zmarłego przekazała: - Mamy takie wrażenie, że on kłamie i ona kłamie, a ja się pod tym podpisuję dwoma rękoma. W każdej kwestii kłamią. Raz brat leżał, raz brat siedział, raz był pijany, raz nie był pijany, a ta sprawa po tylu miesiącach nie jest wyjaśniona. To bicie? Za co?

Galeria

12 komentarzy